| |
-
Ludziom wydaje się, że skoro mam tyle kotów, jestem albo hodowcą albo domem tymczasowym, ewentualnie rozmnażam koty pokątnie. W każdym razie, na pewno chcę się jakiegoś pozbyć. Otóż nie. To są moje własne koty, kochane, uwielbiane, wypieszczone i oczywiście wykastrowane.
-
Bez problemu. Robię to, co kocham. 11 maine coonów to mniej kłopotu niż dwa dachowce (które miałam przez 16 lat). To inna kategoria kota. Maine coony są łagodne spokojne i bezproblemowe. Posłuszne, cierpliwe i pozbawione destrukcyjnych instynktów. Najtrudniejszy, przyznaję, jest aspekt finansowy. Jedzenie, żwirek - kosztują bardzo dużo, nie mówiąc o weterynarzu.
-
Na bieżąco przeprowadzam kontrolę kołtunków, a czeszę, kiedy się da i tyle, ile się da, przy głaskaniu i mizianiu. Tak, niektórzy protestują i trochę walczą, ale sposobem i po trochu zawsze wyczeszę klienta. Żaden z moich kotów nie wymagał nigdy wizyty u groomera. Uważałabym to za niepotrzebny stres. Co zaś do kudełków w domu, sierść mco przypomina watę, jest łatwa do usunięcia. W praniu tworzy kulki. Mam odkurzacz pionowy, który idzie w ruch kilka razy dziennie oraz gumową szczotkę do ściągania sierści z mebli. Ubrania? Wybieram kolory i materiały, na których nie widać sierści:)
-
Proszę mi wierzyć, są szczęśliwe. Mają drapaki, drzewa, półki i legowiska, które tworzą kociostradę. Całe mieszkanie jest urządzone pod ich potrzeby. Mają także skotyfikowany balkon, a dookoła bardzo dużo drzew i ptaków. Poza tym to koty dość mało aktywne, spokojne i wyluzowane.
-
Stado jest zawsze strukturą dynamiczną, relacje się zmieniają, oczywiście zdarzają się zwady, łapoczyny i bójki. Trzeba jednak odróżniać, które z tych zachowań są nieodzowną częścią kociego życia społecznego, a które mogą się utrwalić i przerodzić się w akcje prześladowcze. Wtedy potrzebna jest interwencja. Moje koty stanowią stabilne i dobrze zintegrowane stado. Ogromną rolę w tworzeniu właściwych relacji między kotami odgrywa świadomość i doświadczenie opiekuna. Posiadanie takiej bandy to nie jest pomysł dla początkujących. Trzeba wiedzieć o kotach bardzo dużo, mieć doświadczenie i intuicję.
-
Każdy, kto sam miał kota, wie, że koty nie śmierdzą, śmierdzi tylko nieposprzątana kuweta. A nawet kiedy moja cukrzycowa dachowa seniorka posikiwała po domu, też nie śmierdziało, bo jak się sprząta, to nie śmierdzi, co więcej, jest mnóstwo środków do neutralizowania zapachu moczu. Moje mańki są porządne pod tym względem i bardzo zdyscyplinowane. No więc nie śmierdzi i jest porządek. Najlepszym dowodem jest fakt, że w moim w domu odbywają się lekcje (angielski) i przychodzi codziennie wiele ludzi.
-
Nie wyjeżdżam. Nie tylko z powodu kotów. Pracuję również w domu. Dlatego nie należy nas oceniać według przeciętnej miary. Mój styl życia jest specyficzny i dlatego mogę mieć tak dużą kocią rodzinę.
-
Nie, nie wychodzą, kotów nie należy wypuszczać. Czy w takim razie chodzą na spacery na smyczy? Nie. Postanowiłam ich tego nie uczyć. Wyprowadzanie kotów, zwłaszcza w środku miasta, zawsze niesie ze sobą wiele różnych ryzyk. Uważam, że są szczęśliwe obserwując świat z balkonu. Świat zewnętrzny interesuje je umiarkowanie.
-
Współpracuję od wielu lat z Kliniką Arka w Krakowie. Znamy się na tyle dobrze, że mogę im ufać, a także brać czynny udział w procesie leczenia moich kotów i podejmowania medycznych decyzji.
-
Zawsze kochałam zwierzęta, ale nie mogłam ich mieć, albo mieć ich tyle, ile chciałam. Najpierw bo rodzice, potem bo głos rozsądku i społeczne normy. Potem miałam dwa dachowce, trudne i wymagające, więc też wiedziałam, że nie powinnam brać trzeciego. Przy maine coonach dokocenie udaje się bez problemu. No i chyba w końcu osiągnęłam taki moment w życiu, kiedy przestałam się oglądać na to, co myślą i powiedzą inni. Uwielbiam moje koty, są treścią mojego życia. Każdy z nich dostaje tyle samo miłości, troski i uwagi i traktowany jest jakby był jedyny.
|
|