Czy możliwe jest 11 kotów rasy Maine coon pod jednym dachem?
TAK! Przedstawiam koty Pani Agnieszki ?


Czarna szylkretka z białym, siostra Marceliny, obie pochodzą z hodowli Koty Selin PL, dwa najstarsze maine coony. Michalina ma bardzo mocny i twardy charakter, jest królową gangu i nikt jej nie podskoczy. Jest bardzo towarzyska, odważna, lubi poznawać nowych ludzi i zawsze towarzyszy przy lekcjach. Przychodzi bardzo często na mizianki, uwielbia udeptywanie.


Czarna szylkretka, siostra Michaliny. Marcelina jest też pewna siebie, ale jest delikatniejsza od siostry. Ulubienica matki, ponieważ tworzy niezwykle bliską więź. Uwielbia lizać po policzku, podgryzać paluszki, łasić się do szyi.


Kremowy ze srebrem, braciszek Aluni. Oboje pochodzą również z hodowli Koty Selin PL. Super miziak i słodziak, ciasteczko, kremóweczka i beza ze śmietaną. Delikatny chłopiec, czasami brakuje mu pewności siebie.


Czarna pręgowana szylkretka, siostra Olusia. Ksywka Alunia-Strachunia. Niezwykle delikatna i wrażliwa koteczka o pięknych sarnich oczach. Największy wróg Aluni to odkurzacz i sprzątanie, szczególnie worki na śmieci. Alunia lubi bardzo mizianki i symultaniczne udeptywanie na matce razem z Michaliną.


Czarny dymny. Hodowla Falana PL. Zbój, łobuz i chuligan, wielbiciel aportowania myszek. Zawsze ma swoje odrębne zdanie. Uwielbia przytulać się do innych kotów, do matki jakby mniej.


Czarny pręgowany ze srebrem, kotek z pechowym startem w życie, ma wadę serca (nie mylić z kardiomiopatią) i przeszedł operację wgłobienia jelita, więc jest pacjentem pod szczególnym nadzorem. Najmniejszy i najsłabszy wśród chłopaków, matka musi czasami lecieć mu na ratunek, jego bronią jest bardzo donośny wrzask. Staś pochodzi z hodowli Terre Feline PL.


Czarny pręgowany ticked, z hodowli Ganador PL. Prezes, zarządca kurierów i nadzorca paczek. Spokojny i wyluzowany misiek, który bardzo kocha matkę i nieustannie napastuje o mizianki.



Niebieska dymna szylkretka z hodowli Fantibell PL. Uroczy króliczek na bateriach duracell, niewyczerpane pokłady energii oraz inwencji. Największa zadymiara wśród ganagusów. Cecha szczególna: zjem wszystko, co jest i nie jest jedzeniem.


Czarna dymna jak Bartuś. Pochodzi z hodowli Bestilion PL. Bardzo wrażliwa, ale też zadziorna i wojownicza. Ma problem z zaufaniem, chociaż domaga się uwagi.



Czarno-biały, panda wielka, spokojny, zrównoważony i raczej wycofany misiek. Uwielbia mizianki po brzuszku i wyczesywanie. Pochodzi z hodowli Miły Zwierz PL.


Rudy solid, najmłodsze dziecko w rodzinie, pochodzi z hodowli Simply Cat PL. Luzak, niczego się nie boi. Ale też łobuz i sobiepan. Lubi robić matce na przekór. Talent specjalny: proszenie na dwóch łapkach.

Tekst: Agnieszka Domosławska

Zapraszam na oficjalne profile:

 

 
 

 

 

 
  1. Ludziom wydaje się, że skoro mam tyle kotów, jestem albo hodowcą albo domem tymczasowym, ewentualnie rozmnażam koty pokątnie. W każdym razie, na pewno chcę się jakiegoś pozbyć. Otóż nie. To są moje własne koty, kochane, uwielbiane, wypieszczone i oczywiście wykastrowane.

  2. Bez problemu. Robię to, co kocham. 11 maine coonów to mniej kłopotu niż dwa dachowce (które miałam przez 16 lat). To inna kategoria kota. Maine coony są łagodne spokojne i bezproblemowe. Posłuszne, cierpliwe i pozbawione destrukcyjnych instynktów. Najtrudniejszy, przyznaję, jest aspekt finansowy. Jedzenie, żwirek - kosztują bardzo dużo, nie mówiąc o weterynarzu.

  3. Na bieżąco przeprowadzam kontrolę kołtunków, a czeszę, kiedy się da i tyle, ile się da, przy głaskaniu i mizianiu. Tak, niektórzy protestują i trochę walczą, ale sposobem i po trochu zawsze wyczeszę klienta. Żaden z moich kotów nie wymagał nigdy wizyty u groomera. Uważałabym to za niepotrzebny stres. Co zaś do kudełków w domu, sierść mco przypomina watę, jest łatwa do usunięcia. W praniu tworzy kulki. Mam odkurzacz pionowy, który idzie w ruch kilka razy dziennie oraz gumową szczotkę do ściągania sierści z mebli. Ubrania? Wybieram kolory i materiały, na których nie widać sierści:)

  4. Proszę mi wierzyć, są szczęśliwe. Mają drapaki, drzewa, półki i legowiska, które tworzą kociostradę. Całe mieszkanie jest urządzone pod ich potrzeby. Mają także skotyfikowany balkon, a dookoła bardzo dużo drzew i ptaków. Poza tym to koty dość mało aktywne, spokojne i wyluzowane.

  5. Stado jest zawsze strukturą dynamiczną, relacje się zmieniają, oczywiście zdarzają się zwady, łapoczyny i bójki. Trzeba jednak odróżniać, które z tych zachowań są nieodzowną częścią kociego życia społecznego, a które mogą się utrwalić i przerodzić się w akcje prześladowcze. Wtedy potrzebna jest interwencja. Moje koty stanowią stabilne i dobrze zintegrowane stado. Ogromną rolę w tworzeniu właściwych relacji między kotami odgrywa świadomość i doświadczenie opiekuna. Posiadanie takiej bandy to nie jest pomysł dla początkujących. Trzeba wiedzieć o kotach bardzo dużo, mieć doświadczenie i intuicję.

  6. Każdy, kto sam miał kota, wie, że koty nie śmierdzą, śmierdzi tylko nieposprzątana kuweta. A nawet kiedy moja cukrzycowa dachowa seniorka posikiwała po domu, też nie śmierdziało, bo jak się sprząta, to nie śmierdzi, co więcej, jest mnóstwo środków do neutralizowania zapachu moczu. Moje mańki są porządne pod tym względem i bardzo zdyscyplinowane. No więc nie śmierdzi i jest porządek. Najlepszym dowodem jest fakt, że w moim w domu odbywają się lekcje (angielski) i przychodzi codziennie wiele ludzi.

  7. Nie wyjeżdżam. Nie tylko z powodu kotów. Pracuję również w domu. Dlatego nie należy nas oceniać według przeciętnej miary. Mój styl życia jest specyficzny i dlatego mogę mieć tak dużą kocią rodzinę.

  8. Nie, nie wychodzą, kotów nie należy wypuszczać. Czy w takim razie chodzą na spacery na smyczy? Nie. Postanowiłam ich tego nie uczyć. Wyprowadzanie kotów, zwłaszcza w środku miasta, zawsze niesie ze sobą wiele różnych ryzyk. Uważam, że są szczęśliwe obserwując świat z balkonu. Świat zewnętrzny interesuje je umiarkowanie.

  9. Współpracuję od wielu lat z Kliniką Arka w Krakowie. Znamy się na tyle dobrze, że mogę im ufać, a także brać czynny udział w procesie leczenia moich kotów i podejmowania medycznych decyzji.

  10. Zawsze kochałam zwierzęta, ale nie mogłam ich mieć, albo mieć ich tyle, ile chciałam. Najpierw bo rodzice, potem bo głos rozsądku i społeczne normy. Potem miałam dwa dachowce, trudne i wymagające, więc też wiedziałam, że nie powinnam brać trzeciego. Przy maine coonach dokocenie udaje się bez problemu. No i chyba w końcu osiągnęłam taki moment w życiu, kiedy przestałam się oglądać na to, co myślą i powiedzą inni. Uwielbiam moje koty, są treścią mojego życia. Każdy z nich dostaje tyle samo miłości, troski i uwagi i traktowany jest jakby był jedyny.

 

Pani Agnieszka pisze książkę, zapraszam do przeczytania poszczególnych odcinków:

 

 

Obecnie na stronie

Odwiedza nas 22  gości oraz 0 użytkowników.

  • Odsłon artykułów 85457